Logo MW Logo portalu
GŁÓWNA STRONA

MÓWIĄ WIEKI
Telegraf historyczny
Rozmowy MW
Czas przeszły i zaprzeszły
Wojenko, wojenko
Historyczna Agencja Turystyczna
Okruchy historyczne
Klasyka eseju historycznego
Parada warchołów
Kobiety w purpurze
Na udeptanej ziemi
Wernisaż historyczny
Powieści, powieścidła
Celuloidowe dzieje
Szkolna Liga Historyczna
Komputer i historia
Recenzje
Z księgarni
Od redakcji
Edukacja
Konkursy
Zawód: historyk
Polemika
Archeologia PRL
Reportaż historyczny
Historia na pocztówce
Historia w karykaturze
Koszulka Dejaniry
Bogowie wojny
Plotki z brodą
Skarpeta pielgrzyma
Wydarzenie wydawnicze
W krainie czarów
Historia w internecie
Szkoła główna handlowa w Warszawie 1906-2006
Ludzie, którzy zmienili świat
Polska po zamachu majowym
51. Międzynarodowe Targi Książki w Warszawie
W Tarnowie i Galicji - Rozmowy MW
W Tarnowie i Galicji - Czas przeszły i zaprzeszły
W Tarnowie i Galicji - Wojenko, wojenko
W Tarnowie i Galicji - Bogowie wojny
W Tarnowie i Galicji
Kliomatograf
Polski rok 1956
Kroniki rycerskie
Bielsko-Biała - miasto i ludzie
Wojna na pustyni 1940-1943
Skierniewice - miasto i ludzie
Renesansowe opowieści
Kraków - znaki miasta
Kraków - mistrzowie dawni
Kraków - miasto i przestrzeń
Smaki Krakowa
Sławne muzea
Nadzieje i niepokoje
Dał nam przykład Bonaparte
Wernisaż historyczny
Na salonach i ulicach
Z przymrużeniem oka
Władysław Anders - żołnierz i polityk
Dawno, dawno temu
U stóp klasztoru
Ludzie i idee
Czasy wielkich przemian
W walce o niepodległą
Radom - narodziny miasta
Radom - arena wielkich wydarzeń
Radom - czas modernizacji i walki
Elbląg - zanim powstało miasto
Elbląg krzyżacki
Elbląg - czas prosperity
Elbląg - w cieniu polityki i wojny
Elbląg - Historyczna Agencja Turystyczna
Pożegnania
Świt Kozaczyzny
Państwo Kozaków
Rozwód z Rzecząpospolitą
W XX wieku
Podręcznikowy Trójkąt Weimarski
Święto Niepodległości
Na dzień Wszystkich Świętych
200. rocznica bitwy raszyńskiej
180 lat polskiego banku centralnego
Sandomierz - miasto i ludzie
Sandomierskie pradzieje
W walce z poganami
W obronie złotej wolności
Wojenne zawieruchy
Odkrywanie Sandomierza
Sandomierz muzealny
Sandomierz nowożytny
Polski rok 1989
Komentarz do podręcznika
Wrzesień 1939 - Rozmowy "Mówią wieki"
Wrzesień 1939 - Próba oceny
Wrzesień 1939 - Oczami świadka
Wrzesień 1939 - Wojna po niemiecku
Wrzesień 1939 - Arsenał
Wrzesień 1939 - Agencja turystyczna
Historie tatrzańskie
Zbrodnia katyńska po 70 latach
Znaczki z historią
Narodziny Węgier
Pod berłem Habsburgów
W cieniu Trianon
Socjalizm po węgiersku
Madziarska Agencja Turystyczna
Tradycje muzyczne
Grunwald - dogrywka
Polski pieniądz przez wieki


REDAKCJA
ARCHIWUM
REKLAMA
PRENUMERATA


Wojenko, wojenko
$GAZETANAZWA[$row[id_gazetanazwa]]
ROZKAZ: NIE RATOWAĆ!
Rafał Mariusz Kaczmarek

Podczas drugiej wojny światowej niemieckie okręty podwodne zatopiły ok. 2800 statków. Zginęły dziesiątki, a nawet setki marynarzy, zaś przypadki zatonięcia statku ze wszystkimi znajdującymi się na jego pokładzie osobami nie należały do rzadkości. Jednak zatopienie jednego statku było szczególną tragedią, ponieważ jego następstwem była tragedia ludzi na innych jednostkach.


 


 
Wojenko, wojenko
$GAZETANAZWA[$row[id_gazetanazwa]]
JÓZEF SAWA CALIŃSKI: KOZAK? POLAK?... KONFEDERAT!
Cezary Imański

W ubiegłym roku minęła niemal niezauważona 240. rocznica wybuchu konfederacji barskiej. Ponad czteroletnie walki kojarzą się nadal wyłącznie z Kazimierzem Pułaskim. Losy innego barskiego dowódcy były jednak  równie ciekawe.

 

Śródtytuły artykułu to fragmenty anonimowego wiersza Nadgrobek Sawy marszałka wyszogrodzkiego, napisanego niedługo po jego śmierci w 1771 roku. Cytowane słowa wypowiedziała ponoć do poety bogini Sława. Najwybitniejszy badacz dziejów konfederacji, Władysław Konopczyński, potwierdził, że Sawa Caliński ustępował wówczas rozgłosem tylko Pułaskiemu. Postać marszałka opisywali też pamiętnikarze na czele z nieocenionym Jędrzejem Kitowiczem.

Pamięć o konfederacji rozkwitła w czasie Sejmu Wielkiego, a Sawą zainteresował się wtedy pisarz Jan Potocki, traktując go jako wzorzec partyzanta. Popularna na przełomie XVIII i XIX wieku pieśń „Jedzie Drewicz jedzie” oraz dumka ukraińska utrwalały przekonanie, że bohater tego artykułu to zmarły w tragicznych okolicznościach  jeden z trzech najważniejszych wodzów barskich.

 

WSZYSTKO ZAWRZESZ, PISZ TYLKO, ŻE: „TU LEŻY SAWA”.

 

Sława Sawy rozkwitła dzięki romantykom. Po upadku powstania listopadowego wątki konfederackie służyły do porównań i niepodległościowych planów. Maurycy Mochnacki, wymieniając przymioty Calińskiego, zawstydzał przegranych w 1831 roku wodzów. Henryk Rzewuski (Pamiątki Soplicy) pisząc obszernie o marszałku wyszogrodzkim udowadniał, że szlachta potrafiła docenić zasłużonych plebejuszy. Mickiewiczowski Gerwazy sławił Sawę jako znakomitego fechtmistrza. Michał Czajkowski (Wernyhora) widział w życiu konfederata zapowiedź sojuszu polsko-kozackiego we wspólnej walce o niepodległość. Przeciwnie Juliusz Słowacki (Beniowski, Sen srebrny Salomei) –uważał Calińskiego za symbol waśni obu narodów. Gdy dodamy do tych dzieł liczne prace historyków o konfederacji nie będzie dziwiła popularność pseudonimu „Sawa” wśród mazowieckich i ukraińskich dowódców powstania styczniowego.

Klęska partyzantki lat 1863 − 1864 oznacza też kres szczególnego zainteresowania barskimi wodzami. O Calińskim zapomina beletrystyka. Wyjątkiem była Maria Konopnicka, która poświęciła mu utwór Pan Sawa 1771 i używała jego nazwiska jako pseudonimu literackiego. Później postać marszałka pojawiała się już tylko w specjalistycznych monografiach historycznych. Dziś z dawnej sławy pozostało Sawie patronowanie jednej jedynej ulicy w kraju – na peryferiach Krakowa, w którego okolicach zresztą nigdy nie walczył.

 

SZLACHCIC NA ZAGONIE

 

Życie przyszłego konfederata zaczęło się na Ukrainie. Jego kozacki ojciec, Sawa Czałyj (Czalenko) był hajdamaką − zajmował się rabunkiem na polskiej Ukrainie. W 1736 roku nagle zmienił front i zaczął pomagać wojskom koronnym w tropieniu swych dotychczasowych kolegów. Być może już wtedy związał się z ukraińską szlachcianką, którą znamy tylko z imienia (Apolonia). Ich syn urodził się między 1736 a 1740 rokiem, choć zapewne bliżej tej pierwszej daty. Czalenko otrzymał stopień pułkownika w wojskach prywatnych hetmana Józefa Potockiego oraz dwie wsie w dożywotnią dzierżawę. Pod jego rozkazami służyła też szlachta, tak jak 30 lat później w oddziale Calińskiego. Ale dawni przyjaciele nie wybaczyli  mu zdrady. W styczniu 1741 roku w Stepaszkach koło Niemirowa hajdamacy zamordowali Czałyja. Syn i żona ocaleli. O tym tragicznym wydarzeniu opowiadała popularna dumka, która po latach będzie łączona z młodszym Sawą.

Jak się okazało, dopiero trzeci mąż zapewnił Apolonii życiową stabilizację. Por. Moszczyński, były podkomendny Czalenki, przeniósł się z nią i jej synem w swoje rodzinne strony (ok. 1755 roku). Posiadał część znajdującej się na północ od Mławy wsi Połcie Stare, którą zapisał swojej żonie w testamencie. W tym szlacheckim „majątku” Józef Sawa Caliński wkraczał w dorosłość. Znalazł się na północnych kresach Rzeczypospolitej, ledwie kilka kilometrów dzieliło wieś od granicy z Prusami. O tym, że zdążył poznać swoich sąsiadów, świadczy starcie z października 1770 roku. Nie  zawahał się wówczas użyć swojego oddziału do przepędzenia wojsk pruskich okupujących pobliskie Janowo.

Sawa mieszkał na północnym krańcu ziemi zawkrzeńskiej, zwanym Pobożem. Te pograniczne tereny od dawna zaludniała szlachta zaściankowa. Mało różniła się stylem życia od chłopów, a jedynym w zasadzie powodem do dumy było posiadanie herbu. Pobożanie przypatrywali się nowemu sąsiadowi z rezerwą. Uspokajało imię Józef, katolickie wyznanie (ojciec był prawosławny) oraz język polski używany na co dzień. Ale dziecko Kozaka i szlachcianki nie mogło być nobilitowane bez decyzji sejmu! Na dodatek syn Moszczyńskiej podkreślał swoje pochodzenie narodowe. Nazwisko Caliński pochodzi od przydomka ojca – Czałyj lub Czalenko, a drugie imię, traktowane w czasach konfederacji jako nazwisko, wbrew polskiej tradycji on sam zapisywał zawsze w wersji „Sawwa”. W latach 1769 − 71 dla miejscowych magnatów był „chłopem” i „nieposesjonatem”, a po jego śmierci zaściankowa szlachta długo procesowała się z matką. Jednocześnie wielu sąsiadów – ziemian poszło pod jego rozkazy podczas konfederacji.

Sawa uważał się za szlachcica. Może dlatego, że ojciec otrzymał na własność ziemię. A może sądził, że godność regimentarza płockiego zapewnia mu nobilitację. W grudniu 1769 roku pisał do innego dowódcy barskiego: mamy prawo staropolskie dawne, że nikogo nie godzi się imać tylko prawem przekonanego. Wspomniany przywilej odnosił się wtedy wyłącznie do szlachty.

 

BIŁ MOSKWĘ, BIŁ JĄ NIERAZ

 

Autor Nadgrobka nie wiedział wszystkiego. Sawa bił, ale częściej był bity. Konopczyński naliczył piętnaście bitew i nie dopatrzył się ani jednego zwycięstwa. Inaczej to oceniał młodszy badacz dziejów konfederacji Wacław Szczygielski, który w bardziej niż poprzednik ufał polskim źródłom z epoki. Rosyjscy dowódcy w raportach często pomijali własne niepowodzenia.

Nie wiemy, jak długo Sawa przebywał na Pobożu i co robił po jego opuszczeniu. Służba w armii pruskiej jest wymysłem Rzewuskiego. Miał jakieś doświadczenie wojskowe, bo w marcu 1769 roku już jako rotmistrz stał na czele jednego z oddziałów szykowanej na Mazowszu konfederacji. Dla uzbrojenia jego żołnierzy zamówiono spisy – typowe uzbrojenie kozackie! Pozostawał pod komendą marszałka wyszogrodzkiego Karola Zakrzewskiego, ale w kwietniu Polacy zostali rozbici przez mjr.  Iwana Drewicza pod Tykocinem i Knyszynem, a dowódca poległ na polu bitwy. Resztki wojska Sawa zebrał i zniknął w Puszczy Kurpiowskiej.

Latem rotmistrz wrócił z odnowionym oddziałem i oddał się pod rozkazy marszałka zakroczymskiego Romualda Kadłubowskiego. Razem pokonali w listopadzie kilkusetosobowe oddziały Rosjan pod Koźniewem oraz Grzebskiem (północne Mazowsze). Potem Caliński wziął udział w blokowaniu carskiego garnizonu Torunia. Jednak wkrótce, roszcząc sobie prawa do regimentarstwa płockiego, czyli dowodzenia wojskami konfederackimi tej ziemi, połączył swój oddział z siłami marszałka brzeskiego Onufrego Bęklewskiego, gromadząc do 2 tys. ludzi. W styczniu 1770 roku Płockie przestało być dla nich bezpieczne (pokonał ich pod Drobinem mjr Schubbe); bezskutecznie próbowali przejść przez Podlasie na Litwę.

Wciąż staczając potyczki, wrócili na Mazowsze, ściągając za sobą rosyjską pogoń. 18 lutego płk Wachtmeister zaatakował broniony przez konfederatów zamek w Szreńsku i zdobył go. Oprócz znacznych strat w ludziach bitwa oznaczała dla Sawy koniec współpracy z Bęklewskim. Mimo skromnych sił Caliński tydzień później rozbił carski konwój liczący kilkuset żołnierzy. Zapłacił za to bitwą z Wachtmeistrem, który 6 marca pod Płaciszewem koło Płońska rozproszył jego oddział. Trzykrotnie rannemu regimentarzowi udało się jednak uciec. Zgromadził nowe wojsko w ciągu dwóch tygodni, od razu pokonując trzystu Rosjan pod Makowem Mazowieckim. Wkrótce mógł wyprowadzić do walki półtora tysiąca konfederatów.

Nowym współpracownikiem partyzanckiego wodza został ustosunkowany na Mazowszu ksiądz Maciej Sołtyk, bratanek biskupa krakowskiego. Dzięki temu wsparciu 5 kwietnia Sawę obwołano marszałkiem wyszogrodzkim, choć nie zrezygnował z posiadanego regimentarstwa płockiego. Jednak już 13-14 kwietnia w okolicach Mławy Schubbe rozbił oddział ambitnego wodza. Tym razem zbieranie nowego oddziału potrwało dłużej, a rannego Calińskiego zastępowali na Mazowszu podkomendni. W sierpniu miał kolejne dwa tysiące jazdy. Wraz z marszałkiem dobrzyńskim Władysławem Mazowieckim, znów pod Mławą, pokonał rosyjskiego pułkownika Czertoryżskiego. Potem przesunął się bliżej Wisły. Po kilku starciach z Schubbem wydawało się, że znowu jest bliski rozproszenia, jednak właśnie wtedy wręcz ośmieszył Rosjan. W ostatnich dniach sierpnia Sawa zostawił część swoich żołnierzy na największej wyspie wiślanej pod Wyszogrodem, aby kontrolowali handel rzeczny. Oblegani przez dwa duże oddziały carskie wytrzymali prawie dwa tygodnie i wymknęli się z małymi stratami dzięki pozorowanemu atakowi na tyły nieprzyjaciół. W październiku nieniepokojony Caliński stoczył pomyślne potyczki po obu stronach Wisły, ostatniego dnia miesiąca rozbijając w Krzynowłodze koło Przasnysza podobno ośmiuset osobową grupę majora Salemanna. Niestety, nie było to ich ostatnie spotkanie...

Koniec roku 1770 Sawa poświęcił kolejnej nieudanej próbie przebicia na Litwę. Tę wyprawę opiszę w innym miejscu. 19 stycznia 1771 roku w okolicach Płocka brygadier Golicyn zniszczył siły sprzymierzonych z wyszogrodzkim pięciu marszałków i poszarpał oddział Calińskiego. Chwilowo zniechęciło to Sawę do lokalnych działań. Miesiąc później znalazł się w Częstochowie, gdzie z Kazimierzem Pułaskim uzgadniał ambitne plany. Ostatecznie przygotowali wspólny atak na Kraśnik. Zadaniem Sawy było osłanianie przeprawy przez Wisłę w Rachowie (dziś Annopol). Nie sprostał jednak rozpoczynającemu wielką karierę Aleksandrowi Suworowowi i w nocy z 28 lutego na 1 marca stracił obóz oraz większość z 400 żołnierzy. Po ujściu pogoni znów kierował mazowiecką partyzantką, kilkakrotnie ścierając się z wrogiem. 24 kwietnia pod Szreńskiem rozegrał swą ostatnią bitwę.

 


 
Wojenko, wojenko
$GAZETANAZWA[$row[id_gazetanazwa]]
BLITZ NAD WIELKĄ BRYTANIĄ
Marcin Czajkowski
Projekt inwazji hitlerowskich Niemiec na Wielką Brytanię nosił kryptonim Seelöwe, co oznacza „lew morski”. Zanim jednak ów zwierz wytoczyłby się na angielskie wybrzeże, miało ono zostać poszarpane orlimi szponami. Adler bowiem, czyli orzeł, był nazwą nadaną przez Göringa planowi bitwy, jaką wydał Wyspom. Bitwy lotniczej.

 
Wojenko, wojenko
$GAZETANAZWA[$row[id_gazetanazwa]]
KIJEM I MARCHEWKĄ. JAK CORTÉS I PIZARRO UTRZYMYWALI DYSCYPLINĘ WŚRÓD ŻOŁNIERZY
Marcin Czajkowski

Hernán Cortés, szlachcic wywodzący się ze skromnego rodu z kastylijskiej Estramadury, wylądował 22 kwietnia 1519 roku na wschodnim wybrzeżu Meksyku na czele ponad 500 żołnierzy. Nie mógł się spodziewać, że w niespełna trzy lata podbije potężne imperium Azteków. Gdy w 1528 roku pogromca Indian zaprezentował władcy Hiszpanii Karolowi V przywiezione z wyprawy bogactwa, wywołał na dworze niemałą sensację.

 

 

W następnym roku przed królewskim obliczem stanął Francisco Pizarro, nieślubny syn kapitana piechoty, trudniący się podróżami po Nowym Świecie i handlem niewolnikami, prosząc o akceptację zaplanowanych podbojów. Ten daleki krewny otoczonego już chwałą Cortésa (którego matka wywodziła się z Pizarrów) nie przypuszczał wtedy, że do końca 1533 roku uda mu się, rozpoczynając inwazję z 200 ludźmi, ujarzmić państwo Inków.

Obaj konkwistadorzy wiele sukcesów zawdzięczali szczęściu. Nawet jednak najbardziej pomyślne sploty okoliczności nie pomogłyby im w brawurowych wyprawach, gdyby nie umieli utrzymać dyscypliny w swych szczupłych oddziałach, złożonych przede wszystkim z różnego autoramentu awanturników, którzy wielokrotnie narzekali na trudy konkwisty, żądali odwrotu i buntowali się. A jednak wciąż szli za Cortésem i Pizarrem.

 

ZNISZCZONE STATKI I INNE FORTELE

Żołnierze, zagłębiając się w nieznane, pełne niebezpieczeństw kraje, nierzadko czuli strach. Relacje z obydwu eskapad często wzmiankują, że świadomość miażdżącej przewagi liczebnej Indian i okrutnych praktyk, jakich się dopuszczali, wprawiała Hiszpanów w przerażenie. Pedro Pizarro, bratanek Francisca, będący nieoficjalnym kronikarzem wyprawy, przyznaje, że widział żołnierzy, którzy nieświadomie zmoczyli się ze strachu.

Dowódcy starali się dawać przykład własną postawą. Bernal Díaz del Castillo, żołnierz Cortésa, który pozostawił obszerne, spisane żywym językiem wspomnienia, zanotował, że on i wielu innych oddaliby życie za swego dzielnego wodza. Pizarro był nie mniej odważny: przetrwała anegdota, według której podczas przeprawy przez rzekę, nie bacząc na niebezpieczeństwo, miał się rzucić wpław za porwanym przez wartki nurt indiańskim sługą i wyciągnąć go z wody. Nikomu innemu nie starczyło śmiałości.

Strudzeni i wylęknieni żołnierze siłą rzeczy byli mało zdyscyplinowani. Właściwie po każdej kontrowersyjnej decyzji Cortésa bądź trudniejszej potyczce z Indianami wyrażali niezadowolenie szemraniem i utyskiwaniami. Frakcję malkontentów stanowili ci spośród uczestników wyprawy, którzy pozostawili majątek na Kubie (skąd wyprawa wyruszyła). Ubodzy żołnierze, niemający do stracenia nic prócz własnego życia, tacy jak Díaz del Castillo, popierali Cortésa.

Pizarro również słyszał wiele wymówek, a nierzadko i obelg, zwłaszcza gdy mnożyły się niebezpieczeństwa, a łupów było mało. Próbował rozwiać u swoich ludzi brak wiary w bogactwa imperium Inków, chwytając się różnych forteli. Gdy dotarł do wyspy odkrytej podczas rekonesansu poprzedzającego konkwistę, spotkał indiańskie służące dwóch Hiszpanów, którzy zdecydowali się na niej osiąść. W ich ubraniach znaleziono skrawek papieru z zapisanymi na nim słowami: Dla tych, co na tę ziemię przyjdziecie: wiedzcie, że jest w niej więcej złota i srebra niźli drzew w lesie. Przeczytawszy to, żołnierze Pizarra stwierdzili, że został umyślnie przez niego podłożony. Innym razem, kiedy złapany Indianin pytany przez tłumaczy o Cuzco, stolicę imperium, opowiedział o niezliczonych bogactwach, przysłuchujący się również uznali to za podstęp dowódcy.

Znacznie lepszy skutek przynosiły wymierne nagrody. Pizarro doskonale zdawał sobie sprawę z chciwości swych ludzi, toteż uczynił z łupów – kiedy w końcu zaczęły się pojawiać, i to w ilościach, o których nawet jego najbardziej entuzjastyczni podwładni nie śnili – środek utrzymujący dyscyplinę. Wszystkie zdobyte kosztowności układano w stos, z którego dowódca rozdzielał nagrody w zależności od rangi i zasług podkomendnych. Co ciekawe, Cortés, nie mniej żądny bogactw niż Pizarro i zapewne nie mniej świadom chciwości ludzkiej, niechętnie wynagradzał złotem trudy i niebezpieczeństwa. Dbał przede wszystkim o własny majątek, który wytrwale powiększał, co budziło kontrowersje wśród żołnierzy, podobnie zresztą jak potajemne uprowadzanie dla Cortésa co piękniejszych branek.

Złorzeczeniom jego ludzi bardzo często towarzyszyły żądania powrotu na Kubę, argumentowane zazwyczaj zmęczeniem i niedostatecznymi siłami na prowadzenie konkwisty. W takich wypadkach wódz zwykł przemawiać do żołnierzy, starając się dodać im otuchy oraz powołując się na ich powinności wobec Boga i króla. Prawdopodobnie zdolności krasomówcze Cortés wyćwiczył we wczesnej młodości, kształcąc się na akolitę w kościele w rodzinnym mieście. Znamienne, że brak relacji opisujących podobne wystąpienia Pizarra. Zapewne dały o sobie znać braki w edukacji, pogromca Inków był bowiem niepiśmienny.

Najbardziej spektakularnym czynem Cortésa mającym na celu poskromienie domagających się odwrotu było zniszczenie statków. Konkwistador zastosował sprytny wybieg – postarał się, aby jego stronnicy wyszli z propozycją osadzenia ich na mieliźnie jako nienadających się do dalszej żeglugi. A był to bardzo ważny moment wyprawy, gdyż Cortés postanowił ruszyć w głąb lądu na spotkanie z azteckim władcą Montezumą.

Cortés i Pizarro mieli w zanadrzu więcej chwytów pozwalających im radzić sobie ze strachem, niezadowoleniem i upadającym morale żołnierzy. Zdarzało się jednak, że perswazje i zachęty nie skutkowały i podwładni wypowiadali im posłuszeństwo.


 
Wojenko, wojenko
$GAZETANAZWA[$row[id_gazetanazwa]]
WOJNA W NOWYM STYLU
Michał Staniszewski

Był lipcowy poranek. Żołnierze budzili się w okopach ze snu. Wychodzili ze schronów, „lisich jam”. Poranną toaletę, śniadanie i rozmowy przerwała wielka erupcja. Ziemia zatrzęsła się, w górę poleciały armaty, ludzie, konie, wyposażenie. Z nieprzyjacielskich linii ruszyły do szturmu liczne pułki wsparte silnym ogniem z dział. Choć zajęły lej, nie mogły z niego wyjść. Oszołomieni obrońcy przeszli do kontrataku. Doszło do morderczej walki okopowej na kolby, noże, pistolety i łopaty. Wreszcie koło godz. 13 rzeź się zakończyła się.



 
Wojenko, wojenko
$GAZETANAZWA[$row[id_gazetanazwa]]
ARMIA RZYMSKA OD ŚWIĘTA, CZYLI CEREMONIAŁ WOJSKOWY
Szymon Modzelewski

Ważną stroną istnienia sił zbrojnych w każdej epoce był wojskowy ceremoniał: uroczystości, parady, święta i zawody. W starożytnym Rzymie rozbudowany rytuał wzmacniał identyfikację żołnierzy z oddziałem, podtrzymywał związek z państwem i pomagał w utrzymaniu wysokiego morale. Kształtował esprit de corps jednostek rzymskiej armii.

 

Już od wstąpienia w szeregi legionów czy oddziałów pomocniczych rekrut spotykał się z rytuałami. Po pozytywnym przejściu procedury rekrutacji składał przysięgę wojskową na wierność cesarzowi zwaną sacramentum. W okresie republiki żołnierze dodatkowo składali przyrzeczenie zwane coniuratio. Zobowiązywali się, że nie uciekną z pola bitwy ani nie opuszczą miejsca w szeregu. Sacramentum zawsze było przysięgą na wierność najwyższemu dowódcy: konsulowi, a w czasach cesarstwa princepsowi, a nie państwu rzymskiemu. August wymagał od żołnierzy złożenia przyrzeczenia wierności. Sacramentum powtarzano we wszystkich jednostkach co roku. Oprócz tego codziennie składano przyrzeczenie posłuszeństwa władcy. Żołnierze danej jednostki często wypełniali swe zadania rozproszeni na znacznym terenie poza garnizonem. Liczne uroczystości obchodzone przez armię były okazją do zebrania oddziału w jednym miejscu, co sprzyjało utrzymaniu jego spójności i morale.

 

ŚWIĘTA KOHORTY PALMYREŃCZYKÓW

Najwięcej informacji na temat roku obrzędowego typowej rzymskiej jednostki wojskowej dostarcza dokument znany jako Feriale Duranum. To pochodzący z lat dwudziestych III wieku n.e. kalendarz świąt i uroczystości celebrowanych przez Cohors XX Palmyrenorum, jednostkę pomocniczą stacjonującą w miejscowości Dura Europos nad Eufratem i składającą się głównie z ochotników pochodzących z Palmyry na Pustyni Syryjskiej. Zachowana część kalendarza dotyczy okresu od stycznia do września i odnotowuje 41 świąt. Opisano też czynności kultowe wykonywane przy okazji każdego z nich.

Celebrowano przede wszystkim święta religijne ku czci tradycyjnych rzymskich bóstw: Jowisza, Junony, Minerwy, Marsa czy Westy. Pojawiają się także tradycyjne rzymskie święta, takie jak kalendy stycznia (1 stycznia), dzień założenia miasta Rzym (21 kwietnia) czy grudniowe Saturnalia. Ważna rolę odgrywały uroczystości ku czci cesarza i jego rodziny. Żołnierze świętowali dzień urodzin panującego i dzień objęcia przez niego władzy (tzw. dies imperii). Co ciekawe, upamiętniano też urodziny zmarłych władców imperium, np. Juliusza Cezara, Augusta, Germanika czy Trajana. Z tej okazji ślubowano bóstwom - były to tzw. vota. Za zdrowie cesarza składano ofiary najważniejszym bogom rzymskiego panteonu.

Ponad połowa uroczystości wymienionych w Feriale Duranum dotyczy właśnie cesarzy i ich rodzin. Zaskakuje brak w kalendarzu świąt bóstw lokalnych. Wskazuje to, że najważniejszym celem obrzędów wojskowych było umacnianie lojalności wobec panującego.

Wojsko rzymskie miało też swoje specyficznie militarne święta, np. dekorację sztandarów 10 i 31 maja (rosaliae signorum) czy dzień odejścia na emeryturę weteranów jednostki – 7 stycznia (honesta missio). Uroczystościom towarzyszyło składanie bogom ofiar ze zwierząt lub wina i kadzidła. Organizowano także uroczyste parady oddziałów. Na koniec urządzano ucztę, na której spożywano m.in. mięso ofiarne. Wszystko to było oczywiście połączone z obfitym spożyciem alkoholu, co poświadczają listy z Vindolandy w Brytanii. Ammianus Marcellinus, historyk rzymski z IV wieku, opisywał, że żołnierze po ucztach byli tak pijani, iż obywatele musieli ich zanieść na kwatery.

Malowidło ze świątyni Bela w Dura Europos przedstawia prawdopodobnie obchody jednego z takich wojskowych świąt. Widzimy na nim dowódcę palmyreńskiej kohorty trybuna Terencjusza, który składa ofiarę bóstwom z Palmyry. Stoją za nim żołnierze z oddziału oraz oficer trzymający sztandar (vexillum). Obecność sztandaru wskazuje, że Terencjusz występuje tu w roli oficjalnego reprezentanta państwa i armii rzymskiej. To właśnie oficerowie spełniali podstawowe funkcje religijne w imieniu dowodzonych oddziałów i nadzorowali spełnianie obrzędów.


 
Wojenko, wojenko
$GAZETANAZWA[$row[id_gazetanazwa]]
DOLE I NIEDOLE KORESPONDENTA WOJENNEGO PODCZAS WOJEN BAŁKAŃSKICH 1912–1913
Dariusz Faszcza

W drugiej połowie XIX wieku nastąpił dynamiczny wzrost ilości tytułów prasy europejskiej, co wydatnie zwiększyło zapotrzebowanie wydawców na wiadomości międzynarodowe. Głównym źródłem ich pozyskiwania w tym czasie były zazwyczaj półurzędowe agencje telegraficzne, działające w każdym większym państwie. Do najbardziej znanych  należały Agencja Havas we Francji, Biuro Reutera w Wielkiej Brytanii, Biuro Wolfa w Niemczech, C.K. Biuro Korespondencyjne w Austrii oraz Agencja Stefanii we Włoszech.



 
Wojenko, wojenko
$GAZETANAZWA[$row[id_gazetanazwa]]
ŁUNA NAD ATLANTĄ
Michał Staniszewski

W 1936 roku David Selznick (właściwie Dawid Żeleźnik) zakupił za 50 tys. dolarów prawa do ekranizacji książki Margaret Mitchell „Przeminęło z wiatrem”. Prace nad filmem rozpoczęły się 26 stycznia 1939 roku. Ze względu na pasję producenta w Hollywood nazwano film szaleństwem Selznicka.

 


 
Wojenko, wojenko
$GAZETANAZWA[$row[id_gazetanazwa]]
RAJD NA DARDANELE
Marek Witecki
29 września 1911 roku, ponad 15 lat po klęsce zadanej im pod Aduą, Włosi uwikłali się w kolejną wojnę kolonialną. Celem ich ataku były posiadłości tureckie w Afryce Północnej – Trypolitania, Cyrenajka i Fezzan. Wydawało się, że zmagające się z problemami wewnętrznymi imperium osmańskie nie stawi silnego oporu. Tymczasem mimo szybkiego opanowania wybrzeża Trypolitanii i Cyrenajki narzucenie Turkom włoskich warunków zawieszenia broni okazało się trudniejsze niż zwycięstwa w polu.

 
Wojenko, wojenko
$GAZETANAZWA[$row[id_gazetanazwa]]
Z PAŁASZAMI NA "ALTMARKA"
Robert Gucman
Jesienią 1940 roku komandor Eugeniusz Pławski przejmował dowództwo nad niszczycielem ORP „Piorun”, przekazanym Polskiej Marynarce Wojennej przez Royal Navy w zamian za zatopionego pod Narwikiem „Groma”. Przecierał zapewne oczy ze zdumienia, gdy na jego nowoczesny okręt dostarczono... pałasze. Nie był to żart, ale zapobiegliwość brytyjskiej Admiralicji, gdyż kilka miesięcy wcześniej marynarze z niszczyciela HMS „Cossack” abordażem, z pałaszami w rękach, zdobyli w norweskim fiordzie niemiecki statek zaopatrzeniowy i uwolnili niemal 300 brytyjskich jeńców.

 



KALENDARIUM | DYSKUSJA | ARCHIWUM | KSIĘGARNIA

© 2001 Dom Wydawniczy BELLONA