Logo MW Logo portalu
GŁÓWNA STRONA

MÓWIĄ WIEKI
Telegraf historyczny
Rozmowy MW
Czas przeszły i zaprzeszły
Wojenko, wojenko
Historyczna Agencja Turystyczna
Okruchy historyczne
Klasyka eseju historycznego
Parada warchołów
Kobiety w purpurze
Na udeptanej ziemi
Wernisaż historyczny
Powieści, powieścidła
Celuloidowe dzieje
Szkolna Liga Historyczna
Komputer i historia
Recenzje
Z księgarni
Od redakcji
Edukacja
Konkursy
Zawód: historyk
Polemika
Archeologia PRL
Reportaż historyczny
Historia na pocztówce
Historia w karykaturze
Koszulka Dejaniry
Bogowie wojny
Plotki z brodą
Skarpeta pielgrzyma
Wydarzenie wydawnicze
W krainie czarów
Historia w internecie
Szkoła główna handlowa w Warszawie 1906-2006
Ludzie, którzy zmienili świat
Polska po zamachu majowym
51. Międzynarodowe Targi Książki w Warszawie
W Tarnowie i Galicji - Rozmowy MW
W Tarnowie i Galicji - Czas przeszły i zaprzeszły
W Tarnowie i Galicji - Wojenko, wojenko
W Tarnowie i Galicji - Bogowie wojny
W Tarnowie i Galicji
Kliomatograf
Polski rok 1956
Kroniki rycerskie
Bielsko-Biała - miasto i ludzie
Wojna na pustyni 1940-1943
Skierniewice - miasto i ludzie
Renesansowe opowieści
Kraków - znaki miasta
Kraków - mistrzowie dawni
Kraków - miasto i przestrzeń
Smaki Krakowa
Sławne muzea
Nadzieje i niepokoje
Dał nam przykład Bonaparte
Wernisaż historyczny
Na salonach i ulicach
Z przymrużeniem oka
Władysław Anders - żołnierz i polityk
Dawno, dawno temu
U stóp klasztoru
Ludzie i idee
Czasy wielkich przemian
W walce o niepodległą
Radom - narodziny miasta
Radom - arena wielkich wydarzeń
Radom - czas modernizacji i walki
Elbląg - zanim powstało miasto
Elbląg krzyżacki
Elbląg - czas prosperity
Elbląg - w cieniu polityki i wojny
Elbląg - Historyczna Agencja Turystyczna
Pożegnania
Świt Kozaczyzny
Państwo Kozaków
Rozwód z Rzecząpospolitą
W XX wieku
Podręcznikowy Trójkąt Weimarski
Święto Niepodległości
Na dzień Wszystkich Świętych
200. rocznica bitwy raszyńskiej
180 lat polskiego banku centralnego
Sandomierz - miasto i ludzie
Sandomierskie pradzieje
W walce z poganami
W obronie złotej wolności
Wojenne zawieruchy
Odkrywanie Sandomierza
Sandomierz muzealny
Sandomierz nowożytny
Polski rok 1989
Komentarz do podręcznika
Wrzesień 1939 - Rozmowy "Mówią wieki"
Wrzesień 1939 - Próba oceny
Wrzesień 1939 - Oczami świadka
Wrzesień 1939 - Wojna po niemiecku
Wrzesień 1939 - Arsenał
Wrzesień 1939 - Agencja turystyczna
Historie tatrzańskie
Zbrodnia katyńska po 70 latach
Znaczki z historią
Narodziny Węgier
Pod berłem Habsburgów
W cieniu Trianon
Socjalizm po węgiersku
Madziarska Agencja Turystyczna
Tradycje muzyczne
Grunwald - dogrywka
Polski pieniądz przez wieki


REDAKCJA
ARCHIWUM
REKLAMA
PRENUMERATA


Historyczna Agencja Turystyczna
$GAZETANAZWA[$row[id_gazetanazwa]]
SKAŁY, MENHIRY, POLACY
Andrzej Pieńkos

Bretania, podobnie jak większość regionów Francji, jest niezwykle nasycona historią. Miłośnikom zarówno dawniejszych dziejów, jak współczesności, może oferować wspaniałe skarby. Dodajmy − w równie wspaniałej scenerii. Splata sie tutaj historia Francuzów, ale także Anglików, którzy panowali w płn. i zach. Francji aż do późnego średniowiecza. Swoje historyczne znajdą tu też Amerykanie, Niemcy i Polacy.

 

 

W Bretanii, egzotycznej krainie na krańcu świata (Finistere, nazwa najbardziej zachodniej części półwyspu, oznacza wszakże „koniec ziemi”) bywali wszyscy wielcy tego świata: król Artur i Henryk Sienkiewicz, Paul Gauguin i cesarzowa Eugenia, Marc Chagall i Witkacy, angielscy i amerykańscy arystokraci. Pochodzili stąd m.in. waleczny konetabl króla Francji Bertrand du Guesclin; wielki francuski ród książęcy kardynałów i polityków de Rohan; Jacques Cartier, odkrywca Kanady i Robert Surcouf, jeden z najsławniejszych korsarzy europejskich, arcymistrz abordażu; Ernest Renan, autor pozytywistycznej koncepcji chrześcijaństwa; Max Jacob, czołowy poeta awangardy paryskiej. To także ziemia rodzinna René de Chateaubrianda, duchowego mistrza europejskich romantyków, który tu również, na wysepce u wejścia do portu Saint-Malo, został pochowany.

Tu W Bretanii znajdziemy jedne z najciekawszych na świecie dzieł sztuki fortyfikacyjnej: średniowieczny zamek Fort de la Latte, twierdze Vaubana, które broniły Francji Ludwika XIV od strony Atlantyku i olbrzymie hitlerowskie schrony dla U-bootów. Bretania jest sławna także z jakże licznie zachowanych zabytków specyficznej (i do dzisiaj silnej!) religijności, owocującej naiwną interpretacją rzeźby i architektury gotyckiej oraz renesansowej. W „pocztówkowym” wizerunku Bretanii rywalizują one z menhirami i dolmenami: największe w Europie skupisko tych zabytków prehistorii znajduje się wszak koło Carnac...

Hojnie nasycona historią i mitologią, naturą i cywilizacją Bretania z umiarem kultywuje swoją celtycką odrębność. Przejawia się to m.in. w dwujęzycznym nazewnictwie, ale także we wspaniałej architekturze wsi i miasteczek, gdzie do dzisiaj powstające z granitu, kryte czarnym łupkiem domy reprezentują spójny, swojski styl. Domostwa i fermy ujawniają bezczasowe trwanie, jakby nie było historii − czasami trudno jest rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia z budynkiem sprzed 500, czy sprzed 100 lat.

Prymitywna, rolnicza, zacofana − tak ją postrzegano jeszcze XIX wieku − stała się Bretania popularna właśnie jako ostoja tego pozahistorycznego czasu. Strojów, obyczajów, wierzeń, które przetrwały niemal niezmienione. Jako kraina malarzy zasłynęła dlatego, że przybywać tu zaczęli w drugiej połowie XIX wieku z cywilizowanej Europy i Stanów Zjednoczonych, zwabieni pięknem i dzikością jej krajobrazów, ale przede wszystkim dzikością i egzotyką ludowej kultury.

Uciekający od zachodniej cywilizacji Paul Gauguin tu znalazł dziedzinę pierwotną, krainę silnej wiary wieśniaków, prostej sztuki, gwałtownej i bujnej przyrody. W Pont Aven na atlantyckim wybrzeżu skupili się wokół niego liczni twórcy europejscy, przed rokiem 1890 dokonując tu jednej z najważniejszych rewolucji w malarstwie nowoczesnym. Wystarczy kilkunastominutowy spacer przez wzgórza legendarnego Gaju Miłości, aby w cudownej średniowiecznej kaplicy Tremalo odkryć to, co przed przeszło stu laty odkrył tam Gauguin: zjawiskowe rzeźby religijne o niezwykłym uroku. Prymitywny krucyfiks, wiszący pod drewnianym stropem przeszedł do historii jako Żółty Chrystus Gauguina, jeden z najbardziej obrazoburczych pomysłów malarskich postimpresjonistów. Wycieczka przedłużona o kilka kilometrów, do wioski Nizon, pozwoli nam z kolei zobaczyć źródło inspiracji jego Zielonego Chrystusa – to omszała kalwaria, w sąsiedztwie dziwacznego, gotycko-ludowego kościoła. W niedalekiej wiosce rybackiej Le Pouldu, która stała się drugim skupiskiem malarzy, urządzono ostatnio dwie trasy turystyczne ich szlakami. Można na nich obejrzeć reprodukcje obrazów Gauguina i jego kolegów, postawione dokładnie w miejscach, gdzie powstały oryginały.

Muzeum Bretońskie w Quimper od kilku lat organizuje wystawy, ujawniające obecność w tej krainie artystów z m.in. Rosji, Rumunii. Cykl ten zaczął się jednak od Polaków, wystawą w roku 2004, która eksponowana była też w warszawskim Muzeum Narodowym. Bretania ściągała bowiem wielu naszych artystów, inspirowała malarstwo m.in. Anny Bilińskiej, Józefa Pankiewicza, Tadeusza Makowskiego, Meli Muter. Władysław Ślewiński mieszkał nad oceanem malując na wzór Gauguina jedne z arcydzieł pejzażu w polskim symbolizmie

Mniej znane polonika wiążą się z miłością do Bretanii najsławniejszego w XIX wieku polskiego rzeźbiarza. Cyprian Godebski upamiętnił tu swojego przyjaciela z czasów petersburskich, pochodzącego z okolic Brestu gen. Le Flo. Odsłonięty w malowniczym Lesneven pomnik byłego ambasadora Francji w Rosji (równocześnie z tegoż Godebskiego Mickiewiczem w Warszawie – tyle że w Bretanii to jego znacznie lepsze osiągnięcie) to znakomite, a całkiem zapomniane dzieło akademickiej rzeźby. Polskie przewodniki po Bretanii milczą również o drugiej ważnej rzeźbie Godebskiego. Znajomości bretońskie pozwoliły mu kilka lat później zrealizować niezwykłą grupę Madonny rozbitków w jednym z najbardziej niesamowitych krajobrazów Europy, na skalistym przylądku Pointe du Raz. Wykutą w marmurze w Carrarze wielotonową rzeźbę przewieziono na „koniec ziemi” sumptem artysty, który dedykował ją starym zwyczajem rozbitkom oceanu, ale równocześnie swojemu synowi, który zginął w Chinach.


 
Historyczna Agencja Turystyczna
$GAZETANAZWA[$row[id_gazetanazwa]]
ZAGÓRSKI KARMEL
Artur Bojarski

Kiedy będziesz w tym oddalonym zakątku tej podkarpackiej krainy, kędy się schodzą dawnej Małopolski i Rusi Czerwonej granice, oddawszy cześć twoją niepoliczonym tej ziemi pamiątkom przeszłości, nie zapomnij także zapytać o miejsce, z którego najlepiej widać ruinę zagórskiego klasztoru. (Zygmunt Kaczkowski, „Grób Nieczui”).


 
Historyczna Agencja Turystyczna
$GAZETANAZWA[$row[id_gazetanazwa]]
SABRATHA - MIASTO ZŁOTEGO OSŁA
Jakub Kudliński
Na afrykańskim brzegu Morza Śródziemnego leżało w starożytności wiele dobrze prosperujących miast. Jednym z nich była Sabratha, leżąca w tym samym regionie co Leptis Magna. Będzie to wycieczka po typowym bogatym mieście prowincjonalnym z czasów świetności Imperium Romanum.

 
Historyczna Agencja Turystyczna
$GAZETANAZWA[$row[id_gazetanazwa]]
BERLIN SCHINKLA
Piotr Szlanta
Po 1815 roku Prusy ponownie stały się mocarstwem. W wyniku postanowień kongresu wiedeńskiego nie dość, że odzyskały większość zaborów w Polsce, to jeszcze poszerzyły się o niemal połowę Saksonii i Nadrenię. Berlin liczył wówczas niemal 200 tys. mieszkańców, co stawiało go w europejskiej czołówce. Nadszprewiańskiej metropolii trzeba było jednak przydać nieco splendoru.

 
Historyczna Agencja Turystyczna
$GAZETANAZWA[$row[id_gazetanazwa]]
OGNISKA I MURALE W ULSTERZE. JESZCZE KONFLIKT CZY JUŻ FOLKLOR?
Artur Bojarski

Na trasach oranżystowskich marszów, które corocznie przechodzą 12 lipca przez Belfast, Derry i inne miasta Irlandii Północnej, w 2006 roku po raz pierwszy od 36 lat nie rozlokowano brytyjskich wojsk. Nie były potrzebne, ponieważ gwałtowne starcia między katolikami a protestantami odeszły w przeszłość. Konflikt dwóch odłamów społeczeństwa Ulsteru utrzymuje się za to na murach miast. Być może te symbole najdłuższej wojny religijnej nowoczesnej Europy w przyszłości staną się tylko lokalnym folklorem.


 
Historyczna Agencja Turystyczna
$GAZETANAZWA[$row[id_gazetanazwa]]
CAMEMBERT W SŁUŻBIE NARODU
Bogdan Borucki

Charles de Gaulle mawiał, że trudno rządzić krajem, w którym wytwarza się 350 gatunków sera. Nie kwestionując tej opinii, trzeba stwierdzić, że metafora, acz zgrabna, jest nie do końca udana. Jak bowiem wykazały badania preferencji konsumentów, jest tylko jeden gatunek sera rozpoznawany jak Francja długa i szeroka. To camembert. Jest to także najbardziej znany francuski ser na świecie, toteż zdziwienie może budzić fakt, że pierwsza drukowana o nim wzmianka pochodzi dopiero z połowy XIX wieku. Na początku następnego stulecia ten gatunek sera nabrał znaczenia politycznego...   


 
Historyczna Agencja Turystyczna
$GAZETANAZWA[$row[id_gazetanazwa]]
PRZECHADZKA PO WESTERPLATTE
Jan Szkudliński

Niewielki półwysep u wejścia do gdańskiego portu zachował po wojnie swoją niemiecką nazwę – Westerplatte. Mimo wszelkich reform programów nauczania historii zna ją w Polsce niemal każdy. Miejsce to stało się symbolem początku najstraszniejszego z kataklizmów XX wieku, a także bohaterskiego oporu stawianego przeważającemu wrogowi.

Turysta przyjeżdżający dziś na Westerplatte autobusem czy własnym samochodem trafia na dogodnie położony parking, z którego widać betonowe pawilony, niedaleko nich zaś niski, niepozorny budynek – Wartownię nr 1, jeden z obiektów obronnych składnicy. Mało kto zdaje sobie sprawę, że znalazł się już niemal w samym środku terenu dawnej Wojskowej Składnicy Tranzytowej. Parkingi zostały wybudowane w latach sześćdziesiątych XX wieku, gdy Westerplatte nadano dzisiejszy wygląd. W roku 1939 ten nadmorski półwysep wyglądał zupełnie inaczej.

Bardziej dociekliwemu turyście radzę rozpocząć zwiedzanie Westerplatte nieco wcześniej. Przybywając samochodem, należy przed przejazdem kolejowym skręcić na parking po prawej stronie lub z parkingu przy pawilonach cofnąć się kilkaset metrów w kierunku, z którego przyjechaliśmy, aż do przejazdu kolejowego. Przy nim już niedługo będzie można oglądać zrekonstruowaną bramę kolejową i fragment muru Wojskowej Składnicy Tranzytowej. Mur ten przebiegał od plaży w kierunku Kanału Portowego, następnie zaś wzdłuż niego aż do miejsca położonego za dzisiejszym pomnikiem Obrońców Wybrzeża. W wyniku poszerzenia Kanału Portowego w latach sześćdziesiątych przestał istnieć pas ziemi, na którym znajdował się mur i główna brama samochodowa składnicy.

Odwracamy się od zrekonstruowanej bramy. Przed sobą widzimy odsłonięte fundamenty niewielkiego budynku. W tym miejscu znajdowała się stacja kolejowa. Warto się dobrze rozejrzeć. Dzięki temu możemy sobie wyrobić pewne pojęcie o skali przeobrażeń, jakim poddany został po wojnie półwysep Westerplatte. Przed nami przebiega asfaltowa droga prowadząca do parkingów. Przed wojną rósł tu las, przecięty jedynie torami prowadzącymi do basenu portowego składnicy, zwanego amunicyjnym. Widoczny przed nami betonowy napis „Westerplatte” przesłania teren, po którym przebiegały niegdyś dwie bocznice kolejowe. Tedy przetaczano wagony do dwóch szeregów magazynów amunicyjnych. Po lewej stronie widzimy zabudowania portowe i wielki betonowy parking. W 1939 roku teren ten porośnięty był gęstym lasem, w którym znajdowały się wały ziemne jednego z osiemnastowiecznych fortów, na którym żołnierze polscy wykopali transzeję z dwoma schronami, tworząc placówkę nazwaną „Prom” ze względu na bliskość przystani promowej.


 
Historyczna Agencja Turystyczna
$GAZETANAZWA[$row[id_gazetanazwa]]
NIE TYLKO PETRA. PODRÓŻ PO DAWNYM KRAJU NABATEJCZYKÓW
Robert Suski

7 lipca 2007 roku internauci w głosowaniu wybrali siedem cudów świata. Jednym ze zwycięzców tej zabawy była Petra – miasto starożytnych Nabatejczyków. Lud ten zamieszkiwał tereny, które obecnie należą do Jordanii (Petra, pustynia Wadi Rum), Syrii (Bostra), Izraela, Arabii Saudyjskiej i Egiptu.


 
Historyczna Agencja Turystyczna
$GAZETANAZWA[$row[id_gazetanazwa]]
OBIEKT ZAZDROŚCI KRÓLÓW. POTOSI WCZORAJ I DZIŚ
Maciej Kowalczyk

W XVI stuleciu było miastem większym niż Paryż lub Londyn. Do dziś pozostało najwyżej położonym. Przez jednych zwane ósmym cudem świata, przez innych uważane za ogromny grobowiec. Zagubione wśród boliwijskich pustkowi, ale wciąż żywe i dzięki uporowi mieszkańców próbujące znaleźć swoją drogę Potosi kusi dzisiaj podróżników, tak jak niegdyś kusiło awanturników i odkrywców.

Boliwijskie Altiplano nazywane jest Tybetem Ameryki Południowej. To rozległa wyżyna położona w sercu Andów na wysokości 4 tys. m n.p.m., kraina ludów Keczua i Ajmara, stanowiących 60 proc. ludności współczesnej Boliwii (co czyni z niej jedyny kraj Ameryki łacińskiej z przewagą ludności rdzennej – przedkolumbijskiej). Na skraju Altiplano, 400 km na południe od stołecznego La Paz, znajduje się Potosi. Jadący ze stolicy autobus pokonuje tę trasę w nocy, wyrzucając nas, niewyspanych, na niewielkim dworcu na obrzeżach miasta. O szóstej rano słońce dopiero pojawia się nad horyzontem i przenikliwy chłód nie daje zapomnieć o wysokości, na której się znajdujemy – 4070 m n.p.m. Nieprzywykli do tak ekstremalnych warunków, powoli idziemy wzdłuż wąskich ulic miasta, z trudem łapiąc każdy oddech, zdziwieni dlaczego na takiej wysokości w ogóle założono ludzkie osiedle.

Odpowiedź wznosi się nad miastem, bodąc brunatno-szarym wierzchołkiem nieskazitelny błękit nieba. To Cerro Rico – bogata góra, błogosławieństwo nielicznych i przekleństwo milionów, skalisty stożek kryjący niegdyś największe na świecie złoża srebra. Wedle legendy bogactwo góry okryli jeszcze Inkowie, ale bóstwa zakazały im wydobycia, gdyż skarb miał czekać na nowych właścicieli. Okazali się nimi Hiszpanie, a powtórnego odkrycia dokonali ponoć miejscowi pasterze, którzy nocą skupili się wokół ogniska. Gdy ziemia rozgrzała się, popłynęły po niej błyszczące strugi – to drogocenny kruszec zaczął się wytapiać wprost ze skały. Tyle legenda, ale faktem jest, że w 1545 roku rozpoczęto eksploatację złóż, a rok później u podnóża góry założono osiedle, któremu król Hiszpanii i cesarz Karol V osobiście nadał tytuł miasta cesarskiego oraz herb, w którym umieścił czarnego orła Habsburgów.

Bardzo szybko Potosi stało się najsławniejszym miastem Nowego Świata. Pochodzące stąd srebro zalało Europę. Powiadano, że Hiszpanie wydobyli go tyle, iż mogliby zbudować srebrny most przez Atlantyk, a jeszcze zostałoby im trochę kruszcu, by go po nim przewieźć. Miguel Cervantes włożył w usta Don Kichota słowa „toż to warte jest Potosi!”, co od tej pory w języku hiszpańskim oznacza trudną do oszacowania fortunę. Drogocenny kruszec transportowano na wybrzeże Pacyfiku, skąd galeony wyruszały w niebezpieczną podróż do Europy wokół przylądka Horn, a potem przez Atlantyk, gdzie na srebro z Potosi czyhali najsławniejsi piraci i kaprowie francuscy, holenderscy i angielscy ze sławnym Francisem Drake’em na czele.

Do pracy w kopalniach Hiszpanie zmusili miejscowych Indian, opierając się na starym inkaskim prawie, na mocy którego każda wiejska wspólnota zobowiązana była do sezonowego dostarczania ludzi na potrzeby państwa. Gdy przestało to wystarczać, sprowadzono afrykańskich niewolników, których liczbę ocenia się na ponad 30 tys. Współczesna Ameryka Łacińska wiele czerpie z kultury byłych niewolników, których liczne społeczności zamieszkują Brazylię, Kolumbię i Wenezuelę. Ale tutaj, w surowym klimacie i przy katorżniczej pracy żaden z Afrykanów nie przeżył. Ocenia się, że w sztolniach Potosi przez trzy stulecia życie straciło ponad 8 mln ludzi!


 
Historyczna Agencja Turystyczna
$GAZETANAZWA[$row[id_gazetanazwa]]
NA POGRANICZU PODLASKO-MAZOWIECKIM
Piotr Szlanta

Pogranicze Mazowsza i Podlasia nie jest specjalnie oblegane przez turystów. Daleko stąd do morza, nie ma jezior ani gór, w krajobrazie dominują pola i lasy. Warto tu się jednak zatrzymać, choćby na krótko. Niegdyś stykały się tutaj żywioły polski, ruski, litewski i żydowski, zaś władzę sprawowali Rosjanie (1815 – 1915), Niemcy (obie wojny światowe), a nawet Austriacy (1795 – 1809).

Naszą podroż zacznijmy od Liwu. Znajdujące się tu ruiny zamku (wieża, fragment murów i barokowy dworek – niegdyś kancelaria starostwa liwskiego) są jednym z najciekawszych zabytków na pograniczu podlasko-mazowieckim. Zbudował go na początku XV wieku książę warszawski Janusz I Starszy. Zamek pełnił rolę strażnicy granicznej, płynący tu Liwiec oddzielał bowiem Mazowsze od Litwy. Przeprawiali się przezeń Litwini i Jaćwingowie najeżdżający tę krainę Na niespokojnej ziemi liwskiej władcy mazowieccy osiedlali głównie rycerstwo, mające strzec granicy. Stąd duży odsetek, bo sięgający aż 40 proc. miała w tych stronach później szlachta zagrodowa, mieszkająca w licznych tu zaściankach. Po przyłączeniu późniejszego Podlasia do Korony w wyniku unii lubelskiej z 1569 roku polscy koloniści ruszali stąd dalej na wschód.

Wokół zamku powstało miasto. Jednak z czasem Liw stracił na znaczeniu i podupadł m.in. w wyniku zniszczeń doby Potopu szwedzkiego, wielkiej wojny północnej i późniejszych pożarów i epidemii. Dziś to jedynie duża wieś, lokalne centrum przeniosło się do pobliskiego Węgrowa. Podczas II wojny światowej niemiecki starosta Ernst Grass zamierzał rozebrać ruiny liwskiego zamku na cegłę. Zapobiegł temu młody polski archeolog-amator, opiekun zabytków powiecie węgrowskim, Otto Warpechowski. Przekonał on starostę o rzekomo krzyżackim pochodzeniu zamku i zrobił to na tyle skutecznie, że Niemcy odrestaurowali zamek! Mistyfikacja wydała się na początku 1944 roku i Warpechowski ostatnie miesiące okupacji ukrywał się przed Gestapo. Niestety zginął w 1945 roku przypadkowo postrzelony przez sowieckiego oficera. Dziś jego imię nosi jedna z liwskich ulic.

W zamkowym muzeum można podziwiać kolekcję broni białej i palnej, zbiory portretów sarmackich oraz obrazów o tematyce batalistycznej. Niedawno zwiedzającym udostępniono także wieżę. Przy wyjeździe z Liwu możemy zobaczyć szereg drewnianych chałup w różnym stopniu zachowania, które dają trochę pojęcia o wyglądzie polskiej wsi sprzed mniej więcej stu lat (chociaż niektóre − o zgrozo! − są kryte sidingiem lub malowidłami wzorowanymi na postaciach z disneyowskich kreskówek).


 



KALENDARIUM | DYSKUSJA | ARCHIWUM | KSIĘGARNIA

© 2001 Dom Wydawniczy BELLONA