PIASTOWIE, CHRZEST POLSKI I POCZTKI PASTWA POLSKIEGO
Krzyacy Henryka Sienkiewicza  prawda i fikcja
dzieje.pl Imperium Romanum Muzeum Historii Pols Muzeum II Wojny Światowej Muzeum Pałac w Wilanowie NARODOWE ARCHIWUM CYFROWE PTH Zamek Królewski w Warszawie 
Polub nas na Facebook'u
ekiosk.pl

Mówią Wieki 8/2017

tylko
8.50 zł

DOSTʘPNE NA:
Win, iPad, Android

pobierz obrazy

Maskotka. Nazistowski sekret mojego żydowskiego ojca

Mark Kurzem

Oksfordzki antropolog Mark Kurzem przypadkowo odkrył mroczną przeszłość swego ojca. Alex Kurzem dopiero na starość zdradził sekret ukrywany przez ponad 50 lat. Efektem jego zwierzeń oraz synowskiego śledztwa jest książka "Maskotka". Za wcześniejszymi peanami nad tą pozycją można stwierdzić, że opisane w książce życie jest "jedną z najbardziej zadziwiających historii drugiej wojny światowej".


Opis:

Ojciec Marka, Alex urodził się w 1936 roku na  Białorusi w Dzierżyńsku, jak Sowieci przemianowali swojsko brzmiący Kojdanów w czasie tworzenia Polskiego Rejonu Narodowego im. Feliksa Dzierżyńskiego. Autonomia narodowa dla Polaków (a także Żydów i Białorusinów) zdematerializowała się podczas czystek stalinowskich, ale tego nie mógł pamiętać Alex, wówczas noszący imię Ilji Solomonowicza Galperina.

Australijczyk, eks-Łotysz i Żyd białoruski przechowywał w zakamarkach podświadomości dwa hasła, Kojdanów i Panok, które nieporadnie i bez skutku jego syn próbował rozszyfrować przez 2/3 książki (co może zaskakiwać i skłonić do zastanowienia, jaki jest poziom studiów na Oksfordzie i horyzonty absolwentów tej szacownej uczelni). Rozmowy ojca z synem ukazują tragedię żydowskiej społeczności w pierwszym okresie "spontanicznej" Zagłady sprzed ustaleń konferencji w Wansee. Gotowość tubylców do uczestnictwa w pogromach oraz zaangażowanie ochotników w batalionach policji i Schuma pozwoliła Niemcom likwidować biedne społeczności wschodnioeuropejskich sztetlów w lokalnych masakrach. Było to jeszcze przed wprowadzeniem komór gazowych i polegało na masowym rozstrzeliwaniu Żydów przy aprobacie lub tylko bierności sąsiadów.

Pięcioletni chłopiec świadomie wybrał ucieczkę z jednej z tysięcy ówczesnych rzezi. Punktem zwrotnym tej rejterady okazało się doprowadzenie go przez białoruskiego "mużyka" do plutonu łotewskiej policji. Cudem ocalał z przygotowanej ad hoc egzekucji schwytanych Żydów i dość szybko został zaakceptowany przez Łotyszy z 18. batalionu policji (18. Lettland Polizei Bataillon, zwany też 18. Kurzemes Bataillon) jako ich maskotka – odpowiednik polskiego syna pułku. Chłopiec został wcielony do tego oddziału, jednego z dwudziestu sześciu łotewskich batalionów na Białorusi, gdzie stał się Łotyszem, Uldisem Kurzemnieksem. Służył najpierw w jednostce policyjnej, która była odpowiedzialna za eksterminację Żydów w Słonimiu, zaś po krótkotrwałym pobycie w Rydze, Ilja/Uldis/Alex trafił pod Leningrad na Front Wołchowski, gdzie służył z Łotyszami walczącymi w szeregach 2. Waffen-Grenadier SS Lettische Brigade, będącej frontową jednostką Waffen SS (i, co warto zaznaczyć, nie zajmującą się Endlösung, co w narodowosocjalistycznym żargonie oznaczało ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej).

Autora (a może i czytelników) mógł zaszokować stosunek bohatera książki do jego munduru: policyjnego, a później wojskowego. Więź z uniformami nacechowana była szacunkiem, który wiązał się dla niego z symbolem żołnierza walczącego o sprawę (niepodległości Łotwy, o czym Mark nie napisał ani razu). Dziecko ocalone przez Łotyszy było formą usprawiedliwienia dla policjantów, którzy mordowali, służąc w Einsatzkommando. Jako obrzezany Żyd, chłopiec ukrywał swoją przynależność etniczną, a następnie zaakceptował frontową rzeczywistość, której częstokroć nie rozumiał. Ilja/Uldis/Alex, pozbawiony dzieciństwa, został "małym żołnierzem", nie umiejąc przystosować się do cywilnej egzystencji swoich rówieśników na Łotwie. Zaś mundury wyrażały jego wewnętrzną przynależność do grupy policjantów/żołnierzy.

Dopiero na starość Alex Kurzem (tak zostało skrócone jego nazwisko, ponieważ było dla Australijczyków niewymawialne) zaczął zwierzać się synowi, który poszukiwał informacji o swym ojcu. Młodzieniec był zaskoczony losem ojca, służącego najpierw w łotewskim, a potem niemieckim mundurze. Nieporadnie podążał śladami jego dzieciństwa, ale konsekwentnie odkrywał prawdziwą tożsamość Aleksa. Całkiem przypadkowo udało się Kurzemom odnaleźć nieznanych krewnych (Galperinów) i rodzinne miasteczko, z uporem określane jako wieś, mimo że już przed wojną posiadało ponad 2.000 mieszkańców. Mark Kurzem zachowywał się jak dziennikarz (szkoda, że nie stosował się do zasady naukowej bezstronności), a "Maskotkę" napisał jak powieść. Udało mu się zaakcentować udręki swego ojca, trapionego wyrzutami sumienia i tajemnicą własnej tożsamości.

Książka, obfitująca w niesamowite zdarzenia, posiada wiele mankamentów translatorskich. Wydawnictwo nie zdecydowało się na redakcję merytoryczną tekstu, co zaowocowało licznymi błędami. Nie dość że tłumacz, Jan S. Zaus, wprowadza nazwę Wołszowskie Bagna (w miejsce znanego Wołchowa i mokradeł położonych w okolicach Petersburga), to wyraźnie widać jego nieporadność, gdy przekłada terminy wojskowe lub historyczne. Przykłady można mnożyć: "[Lobe był odznaczony] medalem niemieckim, Złotym Sztandarem (sic!), który nosił zawieszony na tasiemce. Miał kształt dębowego liścia". I nie wiadomo czy chodzi o Rycerski Krzyż Żelaznego Krzyża, choć Łotysze wymieniają Lobego jako oficera uhonorowanego Krzyżem Żelaznym I i II klasy oraz Deutsches Kreuz In Gold, które noszone były odpowiednio na prawej i lewej piersi. W niektórych miejscach nie można zrozumieć, co miał na myśli pan Zaus, pisząc: "…dowództwo nad nowo utworzoną brygadą o nazwie Druga Dywizja Łotewska (sic!)". I dalej: "Osiemnasty Kurzeme został połączony z innym batalionem, podzielonym na dwa nowe oddziały".

Zresztą i autor nie grzeszy solidnością terminologiczną, myląc batalion z brygadą (w okresie Słonimskim, gdy jeszcze nie istniała 2. Waffen-Grenadier SS Lettische Brigade), a SS z Waffen-SS. Ponadto inkorporuje łotewski batalion policji do szeregów Wehrmachtu oraz tworzy "bataliony policji bałtyckiej". Jednak chyba najgorszą przewiną Marka Kurzema jest wykorzystywanie sowieckiego punktu widzenia wojennej rzeczywistości podczas rozpisywania się o łotewskich lub litewskich faszystach czy sojuszniczej Armii Czerwonej, która miała "wyzwolić" Łotwę. Dziwią autorskie stwierdzenia w rodzaju "dosięgły go macki ukrytej sieci łotewskich nacjonalistów…" lub określenia: "alianci wiedzieli, że [Łotysze] nie byli okupowani przez faszystów i z nimi współpracowali" albo "Gotenhafen, niemiecki port na Bałtyku" (brak wspomniania w nawiasie Gdyni każe się zastanowić, jakiej geografii uczą na Oksfordzie). Ustalenia autora są marnej jakości, gdy stwierdza, że łotewska tarcza naramienna była "czarna z biegnącym pod kątem białym paskiem z napisem »Latvija«" (a w rzeczywistości była bordowo-biało-bordowa), czy też "że Lacplesis była organizacją zbliżoną do łotewskich faszystów". Dobrze przynajmniej, że nie odkrył znaków rozpoznawczych łotewskiego lotnictwa, które malowało na samolotach czerwone swastyki na białym tle!

Historia Aleksa Kurzema jest niesamowitą opowieścią, którą osoby interesujące się Szoa powinny poznać. Losy białoruskiego Żyda, który stał się Łotyszem, a na koniec Australijczykiem mogą zaskoczyć wiele osób. "Maskotka" to pozycja ujawniająca kolejną tajemnicę sprzed 60 lat. Czytelnicy powinni jednak pamiętać, że wiele sądów syna Aleksa pozostaje uproszczonymi ocenami. Z niektórymi z nich trudno się zgodzić mieszkańcom Europy Wschodniej, którzy przeżyli sowieckie zniewolenie na własnej skórze. Ponadto wydawnictwo Replika powinno pomyśleć w przyszłości o dokonywaniu jeśli nie redakcji, to przynajmniej korekty merytorycznej tekstów zlecanych tłumaczom.

Hubert Kuberski


dodano: 2009-09-12


Kalendarium

18 sierpnia 1937: Robert Redford, amerykański aktor (Żądło, Wielki Gatsby).

Bieżący numer

30 lipiec 2017
nr 8 (691)

Prenumerata  | Reklama  | Kontakt

Zamknij X

Błąd wczytywania.

Zamknij X